booked.net

banner nowy wersja 2

Święty Maksymilian Maria Kolbe — 14 sierpnia

Maksymilian KolbePatron więźniów, narkomanów, dziennikarzy i ruchu pro-life

Więzień 16670 był twardy, zatopiony w Bogu i gotowy, gdy nadszedł ten moment

Święci są stworzeni, a nie urodzeni. Tym bardziej męczennicy. Maksymilian Kolbe był tak imponującym człowiekiem, że mógł zostać kanonizowany, nawet jeśli ta och-tak-krótka, och-tak-intensywna wymiana-moje-życie-za-jego na ponurym dziedzińcu więziennym Auschwitz nie doprowadziła do jego męczeństwa. Ochrzczony jako Rajmund, Kolbe od najmłodszych lat czuł powołanie do ofiarnej świętości. Kiedy miał dwanaście lat, Dziewica Maryja przyszła do niego w wizji i podała mu dwie korony do wyboru: jedną białą za życie w czystości i jedną czerwoną za męczeństwo. Nastoletni Maksymilian odpowiedział swojej Pani: „Wybieram jedno i drugie”.

Maksymilian, wraz ze swoim starszym bratem, jako nastolatek wstąpił do miejscowego seminarium franciszkańskiego. Gdy miał zaledwie osiemnaście lat, przełożeni wysłali go na studia do Rzymu, gdzie uzyskał z wyróżnieniem doktoraty z filozofii i teologiiŚwięcenia kapłańskie przyjął w 1918 r., a rok później powrócił do nowego, powojennego kraju, jakim była Polska. Przez następne ponad dwadzieścia lat ojciec Maksymilian szedł przez życie. Wykładał w seminarium franciszkańskim. Założył ogromne wydawnictwo, które drukowało materiały dewocyjne promujące Armię Niepokalanej. Ufundował nowy klasztor franciszkanów, który szybko wyrósł na jeden z największych w Polsce. A w 1930 został misjonarzem na Dalekim Wschodzie. Udał się do Chin, odniósł niewielki sukces, więc udał się do Japonii, gdzie założył klasztor w pobliżu Nagasaki. Założył też wydawnictwo w Indiach. W 1936 wrócił do Polski ze względu na zły stan zdrowia. Ale nie przestawał. Nadal kierował różnymi wydawnictwami maryjnymi, które były szeroko rozpowszechniane, m.in. a nawet uzyskał koncesję radiową i zaczął nadawać z własnej rozgłośni klasztornej. Pogrążając się w tysiącach szczegółów tych różnorodnych apostolatów, Ojciec Kolbe prowadził zdyscyplinowane życie modlitwy, umartwienia i codziennej Mszy św.  

Po wkroczeniu Niemców do Polski we wrześniu 1939 r. apostolaty Kolbego zostały ograniczone. Zorganizował przy klasztorze szpital i wraz z uszczuploną wspólnotą braci udzielił schronienia uchodźcom, w tym ok. 2 tys. Żydów. Został aresztowany przez Niemców w 1939 roku i przetrzymywany przez prawie trzy miesiące. Był naciskany, ale odmówił podpisania dokumentu uznającego jego niemieckie pochodzenie (ojciec Kolbego był etnicznym Niemcem) w zamian za więcej racji żywnościowych i lepsze traktowanie. W lutym 1941 r. przyszli niemieccy esesmani i zamknęli jego klasztor. Aresztowano Kolbego i czterech innych braci, chociaż w ich miejsce zgłosiło się dwudziestu innych braci. W maju 1941 r. Kolbe został przeniesiony do oddziału pracy ciężkiej w Oświęcimiu na ostatni akt swojego życia. 

Swoją posługę kapłańską wypełniał najlepiej jak potrafił w piekle oświęcimskim i znosił za to ciężkie chłosty. W lipcu, zaledwie dwa miesiące po jego przybyciu, z obozu uciekł więzień. Zarówno jako środek odstraszający, jak i odwetowy, szef obozu nakazał zagłodzenie na śmierć dziesięciu mężczyzn w miejsce uciekiniera. Ofiary wybierano losowo z apelu więźniów. Jeden z nieszczęśliwych wybrańców, żonaty Franciszek, błagał o litość: „Moja żono! Moje dzieci!" To, co nastąpiło po tym rozpaczliwym błaganiu, było głębokie, pozostawiło niezatarte wrażenie na wszystkich, którzy byli tego świadkami, i ma niemal liturgiczny charakter. 

Być może pamiętając swoją dziecięcą wizję Matki Boskiej, a może zainspirowany faktem, że wybraniec miał wspólne imię Franciszek z założycielem jego zakonu, Kolbe zdejmuje czapkę i powoli wyłania się z przemokniętej grupy więźniów. Brudna, pasiasta szmata munduru jest udrapowana na jego szkieletowej sylwetce. Jest boso. Ale ma godność. W Auschwitz nie ma frywolnych mężczyzn. Mówi bezpośrednio do dowódcy po niemiecku: „Chcę go zastąpić”. Postawa Kolbego musi wzbudzać respekt, ponieważ według naocznego świadka oficer odpowiada mu formalnym „Ty”. „Warum wollen Sie für ihn sterben?” — „Dlaczego pan chce za niego umrzeć?” „Bo ma żonę i dzieci”. "Jaki jest Twój zawód?" „Jestem księdzem katolickim”. Kilka chwil ciszy, a potem „Gut”. „Dobry” lub „Dobry”. 

Po dwóch tygodniach bez jedzenia i wody w bunkrze, 14 sierpnia strażnik wstrzyknął kwas karbolowy w ramię niezniszczalnego Kolbego. Następnego dnia jego ciało zostało poddane kremacji. Jego prochy unosiły się z komina nad szarymi pustkowiami Auschwitz 15 sierpnia, w święto Wniebowzięcia. On, kapłan, stał się tym, co ofiarował. Podobnie jak dawny święty Polikarp, spalony jak chleb na stosie, życie Kolbego zakończyło się liturgiczną doksologią, w której jego własne ciało stało się chlebem ofiary.  

Pierwszorzędne relikwie św. Maksymiliana istnieją tylko dlatego, że jego franciszkańscy fryzjerzy uważali go za świętego. Bez jego wiedzy uratowali włosy z jego głowy i brody. Człowiek, któremu uratował życie, Franciszek Gajowniczek, żył jeszcze pięćdziesiąt trzy lata, dożywając wieku 93 lat, umierając w 1995 roku. Był obecny w Rzymie, kiedy papież św. Jan Paweł II, mieszkający zaledwie godzinę drogi od Auschwitz w 1941 roku, kanonizował swojego rodaka, Polaka, św. Maksymiliana Kolbego w 1982 r.

Święty Maksymilianie Kolbe, byłeś przygotowany do wielkoduszności w ostatnich chwilach przez długie życie pełne poświęcenia, pokory i oddania. Obyśmy tak przygotowywali się dzień po dniu, abyśmy, gdy pojawi się chwila heroicznej hojności, zareagowali tak jak wy.