Nie mówimy tu o nieostrożności czy letniości.
Choć może się to wydawać dziwne, bezinteresowność jest rzeczywiście cnotą – widzimy ją jaśniejącą we wszystkich działaniach Naszego Pana i Jego Matki.
Dzięki tej cnocie niestrudzenie poszukujemy chwały Bożej, nie myśląc o sobie ani o rezultacie naszych wysiłków. Bezinteresowność uznaje, że osiągamy pewne rzeczy jedynie dzięki łasce Boga i dla Jego chwały. Św. Ludwik de Montfort twierdzi, że jest to cnota wyróżniająca ludzi, którzy prawdziwie kochają Matkę Najświętszą, modląc się do Niej z oddaniem, a nie tylko po to, by coś od Niej otrzymać.
To cnota trudna do kultywowania. Lubimy widzieć rezultaty i sporządzać zestawienia „tego, co osiągnęliśmy” lub „tego, co osiągnęliśmy”. Jesteśmy radośni, gdy czujemy, że nasze wysiłki się opłaciły i przygnębieni, gdy wydaje się, że nasze wysiłki spełzły na niczym.
Ponad wszystko wznosi się bezinteresowność. Jest to ostateczne oderwanie się od samowystarczalności i samozadowolenia. Bezinteresowna dusza robi wszystko dla Boga i składa wszystkie rezultaty w Jego rękach.
Pomyśl o uczcie weselnej w Kanie. Wino się skończyło; Matka Najświętsza mówi swemu Synowi; Odpowiada czymś, co wydaje się delikatnym odrzuceniem; ale potem przemienia wodę w wino.
Matka Najświętsza nie jest zaniepokojona odpowiedzią, jaką spotyka, ani nie próbuje ponownie błagać Syna. Ona po prostu zwraca się do sług i mówi: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”, okazując całkowite zaufanie do Syna i brak zainteresowania rezultatem swojej modlitwy. Tymczasem nasz Pan udziela jej modlitw obficiej, niż Go o to prosiła. A kiedy główny szafarz chwali pana młodego za wino, ani Nasz Pan, ani Jego Matka nie podchodzą, kaszląc i nie mówiąc: „Nie ma za co”.
W czasach, gdy dominujące hasło każe nam domagać się luksusu i uznania, na jakie „zasługujemy”, bezinteresowne naśladowanie naszego Pana i Jego Matki jest ważniejsze niż kiedykolwiek. Przez cały dzień pamiętajmy o motcie św. Ignacego Loyoli – Ad majorem Dei gloriam (Na większą chwałę Bożą)!


