Wiele osób spoza Kościoła błędnie rozumie katolickie użycie posągów (i miłość do nich).
Nie, katolicy nie czczą posągów i nie modlą się do nich.
W najgorszym wypadku byłoby to bałwochwalstwem, a w najlepszym razie po prostu głupotą.
Katolicy używają posągów i obrazów jako wizualnych przypomnień o ludziach, których reprezentują.
Przypomina to trzymanie zdjęcia naszej rodziny w portfelu lub na ścianie. Nikt z nas tak naprawdę nie traktuje zdjęcia jako przedstawiającego rzeczywiste osoby: jest po prostu cenne jako przypomnienie o nich. Możemy czule dotykać obrazu, a nawet go całować – ale ten dotyk lub pocałunek dotyczy nieobecnej osoby, a nie samego obrazu.
Podobnie, kiedy się modlimy, używamy posągów jako przypomnień o Bogu, Matce Bożej i świętych. Ponieważ jesteśmy istotami obdarzonymi zmysłami, reprezentacje fizyczne pomagają nam skupić nasze myśli i modlitwy na Bogu lub osobie, do której się modlimy.
Obrazy przekazują nam także krytyczne aspekty wiary. Na przykład obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem ilustruje nam ich bliskość i miłość. Wspaniała Pieta Michała Anioła wciąga nas w smutek tej Matki i straszliwą koncepcję zmarłego Syna Bożego. Krzyże pomagają nam w głębokiej medytacji nad strasznymi cierpieniami naszego Pana.
Dodatkowo piękne przedstawienia świętych ludzi i wydarzeń dobrze działają na naszą wyobraźnię, która w tym wieku jest nieustannie oblegana przez brzydkie i grzeszne obrazy. Sztuka sakralna wzmacnia naszą wyobraźnię świętością i pięknem, zapewniając istotne antidotum na ataki świata.


