booked.net

banner nowy wersja 2

Ksiądz, który wysadził własny kościół w powietrze: Niezwykła historia o. Alberta Brauna OFM

Kiedy w sierpniu 1916 roku młody franciszkanin o. Albert Braun przybył konnym powozem na rezerwat Mescalero Apache w Nowym Meksyku, zastał tam jedynie małą, kruszejącą adobe kaplicę i dwupokojową plebanię pełną pluskiew. Nikt wtedy nie przypuszczał, że ten niepozorny początek zapoczątkuje jedną z najbardziej niezwykłych historii w dziejach amerykańskiego Kościoła.

Albert William Braun, urodzony w 1889 roku w Los Angeles w rodzinie niemieckich imigrantów, od początku wydawał się mało prawdopodobnym kandydatem na księdza. Jako dziecko był psotny i porywczy, a podczas nauki w seminarium franciszkańskim w Santa Barbara usłyszał nawet, że jest "zbyt uparty, by zostać kapłanem". Jednak to właśnie ten upór miał się stać jego największym atutem w przyszłej misji.

Po święceniach kapłańskich w 1915 roku został skierowany do pracy wśród Apaczów Mescalero. Mimo że początkowo nie znał ich języka, z zapałem rzucił się w wir pracy misyjnej. Przemierzał konno 720 mil kwadratowych rezerwatu w towarzystwie swojego tłumacza Erica, poznając ludzi i ich zwyczaje. Szybko zdobył szacunek i sympatię miejscowej społeczności.

Jednak spokojną pracę misyjną przerwał wybuch I wojny światowej. W 1917 roku o. Braun zgłosił się na ochotnika jako kapelan wojskowy. Podczas służby we Francji, szczególnie w czasie ofensywy Meuse-Argonne, wykazał się niezwykłą odwagą, służąc żołnierzom na pierwszej linii frontu. Za swoją postawę został odznaczony Purpurowym Sercem i Srebrną Gwiazdą.

Po powrocie z wojny do Mescalero, zainspirowany wielkimi europejskimi katedrami, postanowił wybudować dla Apaczów godną świątynię. Gdy jego prośba o zgodę na rozbiórkę starego kościoła została odrzucona, wpadł na pomysł równie zuchwały, co niekonwencjonalny - wypełnił pęknięcia w murach prochem strzelniczym i wysadził budynek w powietrze.

Ten desperacki czyn przyniósł zamierzony efekt - otrzymał zgodę na budowę nowego kościoła, choć bez żadnego wsparcia finansowego. Mając w kieszeni zaledwie 100 dolarów żołdu, pojechał do Filadelfii, gdzie spotkał się z architektem Williamem Stantonem. Ten, poruszony wizją franciszkanina, bezpłatnie przygotował projekt nowej świątyni.

Budowa kościoła St. Joseph Apache Mission stała się prawdziwym dziełem wspólnoty. Pracowali przy niej ochotnicy z plemienia Apache, przyjaciele o. Brauna z Kalifornii oraz franciszkańscy bracia, którzy uciekli przed prześladowaniami religijnymi w Meksyku. Kamienie na budowę wydobywano z pobliskich wzgórz, a każdy z nich był ręcznie obrabiany.

Jednak los miał dla o. Brauna przygotowane jeszcze większe wyzwania. Gdy wybuchła II wojna światowa, ponownie zgłosił się do służby jako kapelan. Tym razem został wysłany na Filipiny, gdzie przeżył oblężenie Bataanu i upadek Corregidoru. Schwytany przez Japończyków, przetrwał słynny Bataański Marsz Śmierci i spędził trzy i pół roku w niewoli.

Po wojnie wrócił do swojej ukochanej misji w Mescalero, gdzie kontynuował pracę aż do śmierci w 1983 roku. Monumentalny kościół St. Joseph Apache Mission, który budował przez 20 lat, stoi do dziś jako świadectwo jego niezłomnego ducha i poświęcenia. Ta imponująca budowla, łącząca w sobie elementy architektury europejskiej z tradycyjnymi motywami Apache, jest nie tylko miejscem kultu, ale też symbolem dialogu między kulturami.

Historia o. Alberta Brauna to opowieść o człowieku, który nie znał słowa "niemożliwe". Jego życie było przeplatane dramatycznymi wydarzeniami dwóch wojen światowych, niewoli japońskiej i pionierskiej pracy misyjnej. Jednak najbardziej niezwykłe w tej historii jest to, że nawet najbardziej ekstremalne okoliczności nie zdołały złamać jego ducha służby i oddania powierzonej mu wspólnocie.

Dziś, gdy odwiedzamy majestatyczny kościół St. Joseph Apache Mission górujący nad Mescalero, trudno nie pomyśleć o tym nietuzinkowym franciszkaninie, który dla realizacji swojego marzenia był gotów nawet wysadzić kościół w powietrze. Jego historia przypomina nam, że czasami największe dzieła rodzą się z pozornie szalonych pomysłów, a prawdziwa wiara może przenosić góry - lub w tym przypadku, wysadzać stare kościoły, by na ich miejscu mogły powstać nowe.

O. Albert Braun zmarł w wieku 93 lat, pozostawiając po sobie nie tylko materialny pomnik w postaci kościoła, ale przede wszystkim żywą pamięć o człowieku, który pokazał, że miłość do Boga i bliźniego nie zna granic - ani kulturowych, ani językowych, ani tym bardziej architektonicznych. Jego życie pozostaje inspiracją dla kolejnych pokoleń, przypominając, że czasami największe cuda dzieją się za sprawą ludzi, którzy są "zbyt uparci", by przyjąć "nie" jako odpowiedź.