Ojciec Pierre-Jean de Smet udał się tam, gdzie odważyło się niewielu białych ludzi.
Wejdź prosto do obozu Lakota Sioux? Blackfoot? Żartujesz? Nikt tego nie zrobił. To było zbyt niebezpieczne. Na początku byli przerażającymi wojownikami, a teraz byli wściekli. Pięć tysięcy z nich stanęło w szeregu przeciwko rządowi USA, w tym Hunkpapas pod wodzą ich legendarnego przywódcy: Siedzącego Byka. To była beczka prochu gotowa do zapalenia.
Ale jeden człowiek odważył się podejść. Był to pogodny duch, który nosił czarną sutannę, nosił brewiarz i nie bał się żadnego plemienia tubylczego. Ojciec Pierre-Jean de Smet robił to wcześniej, a tubylcy nie tylko go szanowali — słuchali go. Prawie bez wyjątku, plemiona tubylcze na zachód od Missisipi kochały tego człowieka. Miał z nimi relację, jakiej nie miał żaden inny mężczyzna jego rasy. Nazywali go jedynym białym człowiekiem, który nie mówił rozdwojonym językiem.
Został radośnie powitany przez Siedzącego Byka i innych wodzów. Można sobie tylko wyobrazić, ile szczęk opadło wśród delegatów rządu USA, którzy próbowali rozwiązać sprawy z Lakotami. Wynikiem tego wszystkiego było podpisanie Traktatu w Fort Laramie, który do dziś pozostaje jednym z najważniejszych i — z powodów, w które nie będziemy się tutaj zagłębiać — kontrowersyjnych traktatów zawartych między rządem USA a Siuksami.
Ale to tylko jedno z niezwykłych osiągnięć o. de Smeta wśród plemion indiańskich. Prawie niewiarygodna misyjna kariera o. de Smeta nabrała rozpędu, gdy do St. Louis przybyli tubylcy z plemienia Flathead w Montanie. Błagali katolickie misje o „czarną szatę”, która mogłaby służyć wśród ich ludu. To był ich trzeci raz, kiedy przybyli, i zawsze odnosili porażkę. Misje po prostu nie miały wystarczającej liczby ludzi.
Ale tym razem Indianie otrzymali pozytywną odpowiedź. Jezuici wysłali 39-letniego o. de Smeta — rodowitego Belga, który odbył szkolenie kapłańskie w USA i założył już jedną udaną misję indyjską. Gdy rozpoczął pracę w Montanie, jego niesamowite talenty nadal świeciły. Indianie go kochali, a misja rozkwitała.
Potrzebowalibyśmy stron i stron miejsca, aby szczegółowo opisać wszystkie niesamowite podróże Fr. de Smeta wśród plemion centralnych i zachodnich Stanów Zjednoczonych i całe dobro, które uczynił. Oto kilka kolejnych najważniejszych wydarzeń:
- Założył liczne misje na zachodzie, chrzcząc tysiące Indian z ponad trzydziestu plemion;
- Pełnił rolę mediatora między walczącymi plemionami;
- Rząd USA zwrócił się do niego o pomoc w walce z napięciami między plemionami Wielkich Równin, które desperacko pragnęły chronić swoje ziemie, a białymi osadnikami napływającymi ze Wschodu (stąd jego obecność podczas wydarzeń w Fort Laramie);
- Odprawił jedną z pierwszych, jeśli nie pierwszą mszę w Górach Skalistych;
- Dziewiętnaście razy przepłynął ocean, aby pozyskać fundusze i wsparcie dla Indian w Europie;
- Łącznie przejechał około 200 000 mil.


