To prawie jak żart: „Utknąłeś w korku? Spóźniłeś się do pracy? Wypróbuj bilokację!” Jednak wszyscy, którzy znają bogatą tradycję katolicką, wiedzą, że taka historia nie jest zupełnie nieprawdopodobna—przynajmniej jeśli znasz dzieje św. Wincentego Ferreriusza.
Święty Wincenty Ferreriusz (1350–1419), dominikanin z Walencji, był człowiekiem, który nie potrafił ustać w miejscu. Nazywano go „Aniołem Sądu”, był płomiennym kaznodzieją i przez większość dorosłego życia pieszo przemierzał miasta i wsie Europy, głosząc Ewangelię, dokonując cudów i nawołując do nawrócenia. Jego podróże prowadziły przez Hiszpanię, Francję, Szwajcarię, a nawet Niderlandy i Lombardię.
Ale to nie były czasy szybkich pociągów czy Google Maps. Przejście z miasta do miasta oznaczało zmęczone nogi, nieprzewidywalną pogodę i realne ryzyko spóźnienia się—albo w ogóle nie dotarcia na miejsce. Mimo to Wincenty szedł dalej, ufając, że Bóg znajdzie rozwiązanie.
Jedna z najbardziej fascynujących i tajemniczych historii związanych ze św. Wincentym Ferreriuszem dotyczy jego „bilokacji”—cudownej zdolności bycia w dwóch miejscach jednocześnie. Teologowie od dawna dyskutują i opisują takie zjawiska, przypisując je ingerencji Bożej, a nie naturalnemu porządkowi rzeczy. Bilokacja w teologii katolickiej jest uważana za rzadki i wyjątkowy cud, świadczący o bliskiej więzi człowieka z Bogiem.
Legenda głosi, że pewnego razu Wincenty miał wygłosić kazanie w mieście oddalonym o wiele kilometrów. Wyruszył z towarzyszami, lecz w trakcie drogi zorientowali się, że nie zdążą na czas. Nie było wtedy skrótów ani autostrad—tylko nieubłagany upływ czasu i zmęczone nogi. Widząc niepokój wśród swoich towarzyszy, Wincenty miał ich uspokoić słowami: „Idźmy dalej i zaufajmy Bogu”.
Gdy grupa dotarła na miejsce, okazało się, że nie tylko nie są spóźnieni, ale przybyli wcześniej niż oczekiwano. Mieszkańcy miasta byli zdumieni, twierdząc, że widzieli Wincentego już wcześniej w kościele, gdzie rozpoczął kazanie—na długo przed przybyciem całej grupy. Innymi słowy, Wincenty był widziany w dwóch miejscach jednocześnie, a teologowie nazywają to „bilokacją”.
Bilokacja nie jest zjawiskiem zarezerwowanym wyłącznie dla św. Wincentego Ferreriusza. W annałach katolickiej hagiografii znajdziemy podobne cuda przypisywane św. Ojcu Pio, św. Alfonsowi Liguori czy św. Marcinowi de Porres. Kościół podchodzi jednak do takich opowieści z dużą ostrożnością. Bilokacja nie jest przedstawiana jako magiczna sztuczka czy nadprzyrodzony popis. To raczej znak Bożej opatrzności—dowód, że w chwilach potrzeby Bóg może „wypełnić lukę” dla tych, którzy Mu ufają.
Dla Wincentego cud nie był nigdy powodem do osobistej chwały. Był znany z pokory i ascezy: spał na podłodze, pościł przez długie okresy i prowadził życie w ubóstwie. Historia bilokacji nie opowiada o byciu w dwóch miejscach naraz, lecz o niezachwianej wierze w to, że Bóg zapewni rozwiązanie nawet w najtrudniejszych okolicznościach.
Życie św. Wincentego Ferreriusza to mozaika cudów i legend. Przypisuje mu się więcej cudów niż większości świętych, w tym wskrzeszenie ponad trzydziestu osób, uzdrawianie chorych i uwalnianie wielu ludzi od opętania (Miracles of the Saints, Medium). Jego współcześni byli często oszołomieni, a jego sława jako cudotwórcy była tak wielka, że nawet po jego śmierci ludzie z wiarą wzywali jego wstawiennictwa (Miracles of the Saints, Franciscan Media).
Jedna z najsłynniejszych anegdot opowiada o niemym dziecku, które przyniesiono do Wincentego podczas jednej z jego misji. Po prostym błogosławieństwie dziecko po raz pierwszy przemówiło. Innym razem uratował dziecko, które wpadło do studni, jedynie poprzez modlitwę (Valencia and Go). Takie historie, niezależnie od tego, czy zostały dosłownie opisane czy upiększone przez czas, oddają poczucie nadziei i cudowności, które towarzyszyły świętemu.
Co wspólnego ma cudowna podróż średniowiecznego zakonnika z naszym życiem dzisiaj—szczególnie gdy tkwimy w korku, spóźniamy się do pracy czy po prostu próbujemy przetrwać kolejny dzień? Bardzo wiele.
Życie Wincentego Ferreriusza uczy, że wytrwałość, zaufanie i wiara są ważniejsze niż szybkość czy efektywność. Gdy czujemy się „zatrzymani”—czy to w korku, karierze, czy w duchowym życiu—lekcja nie polega na szybszym biegu, lecz na podążaniu we właściwym kierunku i zaufaniu, że Bóg sam wypełni te luki, których nie jesteśmy w stanie pokonać sami.
Jak brzmi jeden z nowoczesnych komentarzy: „Wincenty nie przestał iść tylko dlatego, że uważał, że się spóźni. Szedł dalej, ufając, że Bóg wypełni lukę”.
Dziś raczej nie oczekujemy, że bilokacja rozwiąże nasze codzienne problemy. Ale warto zachować odrobinę duchowego humoru w podróży. Niezależnie od tego, czy idziesz na codzienną mszę, czy po prostu próbujesz przetrwać poranny dojazd do pracy, czasem wystarczy trochę wiary—i porządny kubek podróżny, by kawa nie wystygła.
Historia św. Wincentego Ferreriusza przypomina, że Bóg spotyka nas w drodze, pośród naszych trudów i starań. Dla tych, którzy są zawsze w ruchu, jak Wincenty, lub dla księdza biegnącego między konfesjonałem a szpitalem, dobry kubek to ponadczasowy prezent. Święci chodzili—my prowadzimy. Ale wiara, jak solidny kubek, zawsze jest na czasie.
Wieki po jego śmierci dziedzictwo Wincentego Ferreriusza trwa nadal. Jest patronem budowniczych, co odzwierciedla jego pracę „budowania” wiary wszędzie, gdzie się pojawiał (My Catholic Life). Jego wspomnienie, obchodzone 5 kwietnia, to okazja dla katolików na całym świecie, by pamiętać nie tylko o cudach, ale i przesłaniu: nigdy się nie zatrzymuj, nie trać nadziei i zawsze ufaj, że Bóg już jest tam, dokąd zmierzasz.
Następnym razem, gdy utkniesz w korku, spóźnisz się lub poczujesz się przytłoczony dystansem między miejscem, w którym jesteś, a tym, do którego chcesz dotrzeć—pomyśl o św. Wincentym Ferreriuszu. Może nie dokonasz bilokacji, ale zawsze możesz zrobić kolejny krok i zaufać, że Bóg zajmie się resztą.


